Razem od ponad 50 lat. Od klubu „Mrowisko” aż po Złote Gody!
Ich historia zaczęła się w gryfickim klubie „Mrowisko” przy ul. Rapackiego – miejscu, które dla wielu mieszkańców było kiedyś przestrzenią spotkań, rozmów i młodzieńczych emocji. Dla państwa Ireny i Stanisława Dębickich był to początek ich wspólnej drogi. Dziś, po ponad pięćdziesięciu latach razem, wciąż z uśmiechem wracają do tamtego wieczoru. W walentynki rozmawiamy z nimi o miłości, wspomnieniach i receptach na udane małżeństwo.
Był 13 grudnia 1972 roku. Koleżanka pani Ireny Dębickiej obchodziła w tym dniu urodziny. Z tej okazji zaprosiła znajomych do klubu „Mrowisko” w Gryficach, który mieścił się przy ul. Rapackiego.
- To były urodziny mojej koleżanki. Ona miała chłopaka, który kolegował się z moim mężem. Spotkaliśmy się wszyscy w „Mrowisku” i tak się poznaliśmy – wspomina pani Irena w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24. Tamtego dnia nic nie zapowiadało, że zwykłe towarzyskie spotkanie przerodzi się w historię na całe życie. Po imprezie pan Stanisław odprowadził panią Irenę do domu i wtedy coś „zaiskrzyło”.
Od tego momentu zaczęli się regularnie spotykać. Były spacery po Gryficach, wspólne rozmowy i wyjścia. Jak mówi pani Irena, sześcioletnia różnica wieku nie miała żadnego znaczenia. Liczyło się to, że dobrze czuli się w swoim towarzystwie i potrafili ze sobą rozmawiać.
Państwo Dębiccy ślub wzięli 13 lipca 1974 roku. W 2024 roku obchodzili 50-lecie pożycia małżeńskiego, czyli Złote Gody. Pamiątkowy medal w imieniu Prezydenta RP wręczył im Burmistrz Gryfic.
- W dniu naszego ślubu była bardzo ładna pogoda – wspomina pani Irena. – A sala była pełna ludzi – dodaje pan Stanisław. Ten dzień zapadł im w pamięć jako wyjątkowy, pełen wzruszeń i rodzinnej atmosfery. Był początkiem nowego etapu – już nie tylko wspólnych spacerów, ale wspólnego życia z wszystkimi jego obowiązkami i wyzwaniami.
Jeszcze w tym samym roku, w grudniu, na świat przyszedł ich syn. - Szybko poszło – uśmiecha się pani Irena. – Ale nie wstydzimy się tego. Podeszliśmy do tego bardzo odważnie i rozsądnie – zaznacza.
Po ośmiu miesiącach od ślubu państwo Dębiccy poszli na swoje. Jak mówią, nie było to łatwe, bo wszystko trzeba było wypracować samodzielnie.
- Wychodziłem rano do pracy, a wracałem wieczorem. Do tego budowa, a później urządzanie domu – wspomina pan Stanisław. Praca zawodowa, obowiązki domowe i wychowanie dziecka wymagały determinacji. Nigdy jednak nie prosili nikogo o pieniądze. - Każdy grosz był przemyślany i dobrze wykorzystany – zaznacza pani Irena. Wkrótce na świat przyszła także córka państwa Dębickich.
- Jesteśmy bardzo dumni z naszych dzieci. Są dobrze wychowane i cieszymy się, że „wyszli na ludzi” – mówią małżonkowie. Dziś mają dwoje wnucząt, które są dla nich źródłem ogromnej radości. Czas spędzony z rodziną to dla nich największa wartość.
Jak wygląda ich codzienność po tylu latach? - Dla mnie najważniejsze jest bycie ze sobą, niezależnie od miejsca. Lubimy też odwiedzać dzieci i wnuki. A czasami wystarczy po prostu usiąść obok siebie, bez słów, i po prostu być – mówią małżonkowie.
Zapytaliśmy też państwa Dębickich o receptę na udane małżeństwo. Jak mówią, najważniejsza jest rozmowa i wspólne rozwiązywanie problemów.
- Trzeba ze sobą rozmawiać. Jak się jest razem, to jest łatwiej. Nie można uciekać od trudnych spraw. Trzeba je rozwiązywać razem. Wiadomo, że pojawiają się kłótnie, ale kluczowy jest spokój – odpowiadają nasi rozmówcy.
Plany na przyszłość są proste. - Najważniejsze, żeby zdrowie było – mówi pani Irena. Małżonkowie trzymają też kciuki za wnuki i z nadzieją patrzą w przyszłość. – Cieszymy się, że udało nam się pokonać wszystkie przeciwności losu. Oby było tak dalej dobrze – dodają nasi rozmówcy.
Historia państwa Dębickich pokazuje, że trwały związek nie buduje się wielkimi deklaracjami, lecz codzienną pracą, rozmową i wzajemnym wsparciem. A wszystko zaczęło się od jednego grudniowego spotkania w „Mrowisku” i iskry, która nie zgasła przez ponad pół wieku.
Czytaj również: 60 lat razem. Państwo Szewłoga walentynki mają przez cały rok
Komentarze (5)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!
wiesław /perek/
odpowiedzserdecznie pozdrawiam też bywałem w Mrowisku zaliczenie five było obowiązkowe, było ciasno ale super.Stanisław o ile dobrze pamiętam mieszkał na Starogrodzkiej. Ja 30 lat mieszkałem na Wojska Polskiego.
Odpowiedz. Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!
wiesław /perek/
"ale to już było i nie wróci więcej" jak śpiewa pewna pani. Dobrze że się prowadziło w miarę aktywny tryb życia to teraz jest co miło wspominać. Serdeczne pozdrowienia dla gryficzan pamiętających bywających w " Mrowisku "
Fiber
Perek to Wiesław Ż....o jak by nie patrzyć to historia Gryfic. Napływowym mieszkańcom Gryfic Perek to nic nie mówi ale bywalcom Mrowiska ta "ksywka" otwiera drzwi do historii. Pozdrawiam.
Lech
odpowiedzWspaniałe czasy naszej mł0d0ści. Jubilatom 100 lat
Odpowiedz. Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!
W sam raz na film
odpowiedzPiękna historia.
Odpowiedz. Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!