O szkolnym hejcie i depresji. Nasza czytelniczka zabrała głos w ważnej sprawie

2026-02-23 10:00
Karol Szumny
2026-02-23 10:00

Dziś, 23 lutego, obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. To dobra okazja, by oddać głos tym, którzy na co dzień mierzą się nie tylko z chorobą, ale też z niezrozumieniem i hejtem. Do naszej redakcji napisała Oliwia – mieszkanka Trzebiatowa i uczennica jednej ze szkół z naszego powiatu. W szczerej i osobistej wypowiedzi opisuje, jak szkolny hejt wpłynął na jej życie, pasję do poezji i zmagania z depresją, a jednocześnie kieruje słowo wsparcia do osób, które dziś przechodzą przez podobne doświadczenia. Publikujemy jej słowa w całości.

„Odwaga zza klawiatury” – czym naprawdę jest hejt?

Nie ukrywam, że stresuje się wyjściem tego materiału, ale jeżeli ma to komuś pomóc – to wiem że warto. Hejt to po prostu współczesna forma nienawiści, ubrana w słowa i rzucona komuś prosto w twarz. To nie jest krytyka, bo w krytyce chodzi o to, żeby coś poprawić. W hejcie chodzi tylko o to, żeby kogoś poniżyć, ośmieszyć lub zranić. Hejter nie chce, żebyś był lepszy – on chce, żebyś poczuł się po prostu gorzej. Najczęściej spotykamy go w sieci, bo tam łatwo o anonimowość. Ludzie piszą rzeczy, których nigdy nie odważyliby się powiedzieć komuś w oczy, stojąc w kolejce po bułki. To taka „odwaga zza klawiatury”. I to jest najgorsze, myślą że są anonimowi, ale teraz już zwykły i szary człowiek, może sprawdzić owego "anonima".

Kiedy wygrana boli bardziej niż porażka

U mnie zaczęło się już w szkole podstawowej, kiedy odkryłam, że potrafię coś innego niż reszta. Nie czułam się lepsza, ale inna. Nie każdy napotkany na ulicy człowiek, ucieka w poezję. Zła ocena – poezja, kłótnia z mamą – poezja, sprzeczka z przyjaciółką – poezja. I tu nie chodzi o czytanie, a o pisanie. Siedziałam dnie i noce, rymując wiersze i tworząc myśli inne niż wszystkie. Mijały tygodnie, a kupa kartek w szufladzie rosła.

Odważyłam się pewnego razu, pokazać je swojej polonistce. Nikt, ale to nikt, nie uwierzył we mnie tak jak ona wtedy. Minęło pięć lat, a ona dalej jest moją najwierniejszą fanką. Pani Irena chciała działać, prace szły na konkursy, powstawały gazetki w szkole z moimi wierszami – to był sukces małej Oliwki. Przyszedł moment, że każdy nauczyciel wiedział i każdy gratulował. Inni uczniowie zaczęli krzywo patrzeć, zazdrościć, no i niestety zaczęli komentować. Wolałabym o tym nie wiedzieć i tego nie słyszeć, ale byłam wtedy już "je***ęta", "upośledzona", "inna" i tak dalej. To bolało, bardzo... i czasem boli do tej pory. Ja nigdy nie czułam się lepsza, nigdy. Jako osoba już wtedy chorująca na depresję, chciałam być tylko rozumiana. Miałam wtedy 13 lat, byłam dzieckiem... a już miałam przypiętą "łatkę".

Zwycięstwo w konkursie poetyckim miało być tarczą, a stało się celem. Szybko zrozumiałam, że w świecie, który promuje przeciętność, każda forma wystawania ponad szereg jest traktowana jak prowokacja. Ludzie zaczęli patrzeć na mnie „inaczej” – wzrokiem, który nie szukał kontaktu, a jedynie potwierdzenia swoich uprzedzeń. Najtrudniejsza była jednak ta dziwna presja. Wszyscy dookoła zdawali się myśleć, że wygrana napełniła mnie pychą. A ja? Ja ani przez moment nie czułam się lepsza od innych. Wręcz przeciwnie – czułam się bardziej obnażona niż kiedykolwiek.

Ten sukces był dla mnie jak piękny, ale przerażająco ciężki balast. Z jednej strony dowód, że mój głos ma znaczenie, z drugiej – powód, dla którego świat postanowił zacisnąć wokół mnie pętlę. Zaczęły się negatywne i anonimowe komentarze, wciskające mi małe szpilki w serducho. I to był mój paradoks: stałam, trzymając w ręku dyplom, który był biletem do marzeń, jednocześnie czując, jak grunt pod nogami staje się coraz bardziej grząski.

Granica, której nie wolno przekraczać

Zrozumiałam wtedy, że cena za mówienie pełnym głosem to nie tylko wysiłek twórczy, ale też konieczność przetrwania burzy, którą ten głos wywołuje w innych. Jednak późniejsza cisza po konkursie nie była dla nich wybawieniem, była okazją. Skoro nie potrafili uderzyć w moje słowa, bo te okazały się zbyt dobre, postanowili uderzyć w moje ciało i moją intymność. Instagram, który miał być skrawkiem mojego świata, stał się areną, na której każdy anonimowy wpis na spotted czuł się sędzią i katem. Zaczęło się od jadowitego „troskania się” o mój stan psychiczny: „Co ty taka biedna? Depresję masz?” W ich ustach słowo „depresja” nie było prośbą o zrozumienie. To był wyrok, etykieta „tej innej”, „tej zepsutej”. Ale to był dopiero wstęp. Granica pękła w momencie, gdy zaczęły pojawiać się komentarze z prośbą „nagiej sesji”. To uderzyło we mnie z siłą, której nie potrafiłam odeprzeć.

Sama nie jestem święta. Wiem to. Też potrafię doj**ać słowem, też bywam toksyczna, zwłaszcza gdy depresja wyłącza mi empatię i zostaje tylko czarny egoizm. Na pewno kogoś zraniłam, na pewno komuś podpadłam – nie udaję ofiary z obrazka, która tylko płacze w kącie. Jestem człowiekiem, mam swoje za uszami i pewnie niejeden z tych ludzi na korytarzu miał powód, żeby mnie po prostu nie lubić. Ale jest granica, której nikt nie powinien przekraczać. Jest różnica między „nie lubię jej, jest dziwna” a publicznym robieniem ze mnie "sz**ty" na spotted.

Możesz uważać, że jestem wyniosła, możesz mieć dość moich smutnych postów, ale nikt – absolutnie nikt – nie zasługuje na to, żeby cała szkoła pytała go o „nagą sesję”. To nie była sprawiedliwość za moje błędy. To było gnojenie kogoś, o kim wiedzieli, że nie ma siły oddać. Siedziałam na lekcjach, wiedząc, że połowa klasy przed chwilą czytała o moich problemach, moich zdjęciach i moim życiu. Czułam się brudna. Czułam, że mój mały sukces jest teraz g**no wart, bo dla nich nie byłam poetką, tylko darmową rozrywką w telefonie. Nawet jeśli byłam dla nich trudna, nawet jeśli ich irytowałam – to, co zrobili, to nie była „kara”. To było czyste skur*****two pod przykrywką anonimowości. Musiałam stać się bardziej przezroczysta, wyciszyć się do niemal zera i pozwolić, żeby po mnie deptali, licząc na to, że w końcu im się to znudzi i znajdą sobie nową ofiarę. I tak było, zrezygnowali ze mnie, a wzięli pod lupę mojego kolegę. Tak było, jest i będzie. Przyjdzie moment w którym zdrowej krytyki nie będzie, a będzie tylko hejt i nienawiść.

Boje się. Siedzę nad tym tekstem i czuję, jak żołądek zaciska mi się w supeł. Wiem, co ryzykuję i co może się dziać. Dziś jest Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. I pomyślałam sobie: jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli ja, osoba, która „inaczej ubiera słowa”, nie powiem głośno o tym, jak ten świat potrafi gnoić za wrażliwość, to kto to zrobi? Nie piszę tego, żeby wzbudzić litość. Nie piszę tego, żeby się mścić na tych, którzy pisali te komentarze – oni pewnie dawno o tym zapomnieli, zajęci swoim życiem.

Słowo wsparcia

Piszę to dla każdej osoby, która teraz siedzi w szkolnej ławce i czuje ten sam parzący wstyd, patrząc w ekran telefonu. Dla tych, którym mówi się, że „to tylko Internet”, podczas gdy ich świat właśnie się rozpada. Wiem, że publikując to, znowu staję przed wami bez tej mitycznej „grubej skóry”. Znowu jestem tą dziewczyną od wierszy, tą „biedną z depresją”, tą od skandali na spotted. Ale tym razem to ja wybieram moment i ja wybieram słowa. Co ma być, to będzie. Możecie znowu krzywo patrzeć, możecie szeptać za moimi plecami. Ale mojego głosu już mi nie odbierzecie. Depresja nauczyła mnie ciemności, ale pisanie nauczyło mnie, jak w tej ciemności zapalić zapałkę.

 

Potrzebujesz pomocy? Poniżej ważne numery telefonów dla osób będących w kryzysie emocjonalnym:

  • 800 702 222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
  • 800 121 212 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
  • 800 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie ,,Niebieska Linia"
  • 116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
  • 116 123 – Kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych

Komentarze (0)

Poznaj opinie mieszkańców.

CZYTAJ OPINIE I KOMENTUJ PONIŻEJ

Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!