Awantura na sesji Rady Miejskiej! Mieszkaniec musiał opuścić salę obrad. Padły mocne słowa

2026-02-18 13:50
Karol Szumny
2026-02-18 13:50

Jeden z mieszkańców Gryfic, uczestniczący w obradach ostatniej sesji Rady Miejskiej, musiał opuścić salę. Takie polecenie wydał przewodniczący gryfickiej rady, Tomasz Kaszlej. Wcześniej w jego kierunku padły obraźliwe słowa.

ZDJĘCIE 3 z 4

Burza już w pierwszym punkcie obrad

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Gryficach miała miejsce 29 stycznia. W Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się już nagranie, z którego możemy dowiedzieć się, co wydarzyło się podczas obrad. Jeden z mieszkańców musiał opuścić salę.

Gorąca dyskusja wybuchła zaraz po rozpoczęciu posiedzenia. W punkcie „przyjęcie protokołu z poprzedniej sesji” głos zabrał radny Grzegorz Burcza. Na początku swojej wypowiedzi zaznaczył, że tej wypowiedzi by nie było, gdyby działania przewodniczącego Tomasza Kaszleja były „przejrzyste, jawne i transparentne”.

- Wbrew zapewnieniom, o których mówił na poprzedniej sesji, że protokół jest do wglądu, podlega sprawdzeniu i jeżeli mamy uwagi, to mamy je zgłosić do biura rady, co ja czynię. Po ostatnim wystąpieniu pana przewodniczącego, który wręcz zapewniał, że powinienem zapoznać się z protokołem dużo wcześniej, a nie w ostatniej chwili wnosić jakiekolwiek poprawki, zacząłem jeszcze bardziej wnikliwie sprawdzać, jak ta tematyka jest realizowana – mówił Grzegorz Burcza.

„Protokół jest zafałszowywany” – poważne zarzuty radnego

- […] Po raz kolejny protokół jest zafałszowywany poprzez to, że nie ujawnia mi się informacji, że pan przewodniczący wybiórczo udziela głosu osobom, które się wpisują na listę jako chętni do zabrania głosu. Mało tego – w tym protokole możemy dostrzec kolejną daleko idącą zmianę, że w odróżnieniu do poprzednich nawet zapisy są teraz bardziej anonimowe. Na przykład pani Jadwiga Milczarczyk, która zgłosiła się do zabrania głosu, i jest wpisana z imienia i nazwiska, ale już pozostałe osoby są wpisane jako mieszkańcy. I tak w gruncie rzeczy nie wiadomo, ile osób zabrało głos i komu ten głos udzielono – kontynuował radny.

Przypomnijmy, że zgodnie z prawem przewodniczący Rady Miejskiej nie ma obowiązku udzielania głosu mieszkańcom podczas każdej sesji. Przypomniał to także Grzegorz Burcza, ale jak stwierdził, konieczne jest uzasadnienie tej decyzji. - Nie można ad hoc nie udzielić głosu człowiekowi, jak nie wiemy, na jaki temat chce się wypowiedzieć. Przecież to jest złamanie podstawowej zasady konstytucji i demokracji. To jest jawna dyskryminacja – mówił dalej Grzegorz Burcza.

Następnie radny przekazał, że odmówiono mu zobaczenia kompletnego protokołu z sesji. Jak mówił, otrzymał jedynie wersję roboczą. Chciał również zapoznać się z załącznikiem, ponieważ chciał „skonfrontować, ile osób zapisało się do udzielenia głosu i jak to się stało, że nie zostały one uwzględnione”. – Okazało się, że nie mogę. Mało tego, padło nawet sformułowanie, że muszę wystąpić ze specjalnym wnioskiem, żeby mi to udostępniono – dodał Grzegorz Burcza, zarzucając przewodniczącemu Tomaszowi Kaszlejowi łamanie prawa.

Następnie radny zwrócił się do obsługi prawnej Gminy Gryfice. Pytał, czy takie działania są zgodne z prawem oraz czy można głosować nad takim protokołem. Po pierwszych wyjaśnieniach pani mecenas głos zabrał przewodniczący Tomasz Kaszlej i przedstawił, jak jego zdaniem wyglądała ta sytuacja.

- Ja to sprecyzuję. Pan radny przyszedł sobie do biura rady. Mówił pan, że pan stąd nie wyjdzie, dopóki pan tego nie dostanie. A pan przyszedł po listę osób chętnych do zabrania głosu. Nie osób, które się wpisały, bo przyszły tu jako gość. Poprosiliśmy pracownika, który zajmuje się w urzędzie sprawami RODO, i również powiedział, że nie ma takiej możliwości. Należy to zanonimizować i wtedy pan taką listę dostanie. Co do pani prezes Milczarczyk, jest to osoba publiczna, więc można było wpisać jej dane – powiedział przewodniczący Rady Miejskiej w Gryficach.

Następnie wróciła dyskusja między obsługą prawną gminy a Grzegorzem Burczą. Radny wskazywał ponownie, że są to „fundamentalne kwestie”. Dalej zwrócił też uwagę, że protokół nie ma daty i zapytał pani mecenas, czy „jest to normalne”.

Wówczas głos zabrał ponownie Tomasz Kaszlej, który powiedział, że dyskusja odbiega od punktu obrad i takie sprawy powinny być kontynuowane w punkcie „wolne wnioski i zapytania”. Przewodniczący polecił radnemu zadanie konkretnego pytania, co jego zdaniem nie zostało zapisane w protokole, a zostało powiedziane na sesji. - Pan dąży do tego, by w tym protokole zostało zapisane coś, co nie było powiedziane. A tak nie będzie. To jest fałszowanie dokumentów – dodał Tomasz Kaszlej.

- Po raz kolejny podkreślam, że w ogóle nie byłoby tego dzisiejszego zamieszania. Widzimy wszyscy, jaką postawę prezentuje pan przewodniczący… – odpowiedział Grzegorz Burcza. – Ale niech pan nie ocenia mojej postawy, my jesteśmy w punkcie przyjęcia protokołu – wtrącił Tomasz Kaszlej.

Emocje na widowni. Padły obraźliwe hasła

Radny ponownie chciał zapytać o protokół, ale w tym momencie z sali zaczęły padać obraźliwe słowa. Jeden z mieszkańców zaczął wykrzykiwać, że przewodniczący zostanie „wywieziony na taczkach”, ubliżał od komunistów, błaznów i wieśniaków. Wówczas Tomasz Kaszlej nakazał mężczyźnie opuścić salę i ogłosił dwie minuty przerwy.

Opuszczając miejsce obrad, mieszkaniec komentował jeszcze, krzycząc „komuna wraca”. Mieszkaniec założył kurtkę i wyszedł wraz z obecnym na miejscu funkcjonariuszem straży miejskiej. Nie stawiał oporu. Po przerwie obrady były kontynuowane.

Komentarze (0)

Poznaj opinie mieszkańców.

CZYTAJ OPINIE I KOMENTUJ PONIŻEJ

Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!