RAV4 z pięcioma właścicielami w dwa lata
Toyota RAV4 XLE z 2019 roku pojawiła się na sprzedaż w Phoenix jesienią ubiegłego roku. 47000 mil na liczniku, cena jakieś 3000 dolarów poniżej rynku. Ogłoszenie wyglądało normalnie. Jeden właściciel, czysty Carfax, dokumentacja serwisowa w komplecie, tak przynajmniej twierdziła treść oferty. Zdjęcia wyglądały dobrze, czyste wnętrze, lakier w porządku, opony pewnie ze dwa sezony.
Mój klient chciał jechać na oglądanie jeszcze tego samego dnia. RAV4 w tej cenie znikają z ogłoszeń w kilka godzin. Poprosiłem go, żeby poczekał aż sprawdzę VIN w carVertical. Dobrze, że poczekał. Raport pokazał pięciu poprzednich właścicieli w ciągu dwóch lat. Auto było rejestrowane w Teksasie, potem w Luizjanie, potem w Mississippi, z powrotem w Teksasie i w końcu w Arizonie. Licznik cofnięty co najmniej raz, prawdopodobnie dwa razy. Carfax nie pokazywał nic z tego. Jeden właściciel, czysta historia. Ktoś zarobił na tym, że systemy stanowe nie gadają ze sobą.
Pięciu właścicieli w dwa lata to nie przypadek. Coś z tym autem było nie tak i każdy kolejny właściciel wolał je sprzedać, niż naprawiać. Może skrzynia szarpała przy wyższych prędkościach. Na pięciominutowej jeździe próbnej po osiedlu tego nie poczujesz. Albo rama jest zgięta po wypadku, którego nikt nie zgłosił, bo naprawa poszła na gotówkę w warsztacie, który nie zadawał pytań. Może auto zalewa się przy każdym deszczu, bo odpływy od szyberdachu są zatkane i nikogo nie było stać na naprawę, więc zamiast wydawać 800 dolarów woleli sprzedać problem dalej. Albo jest coś gorszego, coś, co wychodzi dopiero po pół roku jeżdżenia, gdy silnik zaczyna stukać i nagle okazuje się, że licznik pokazywał 47000 mil, a realny przebieg był bliżej 147000. Poprzedni właściciele wiedzieli. Po prostu ci nie powiedzieli. Pierwszy sprzedał drugiemu, drugi trzeciemu, i tak dalej, aż łańcuch się urwał i ktoś został z wrakiem.
Przeglądam dane o historii pojazdów od lat i wzorzec jest zawsze ten sam. Auta, które szybko zmieniają właścicieli, prawie zawsze mają problemy, których nie widać na jeździe próbnej. Pierwszy właściciel odkrywa usterkę, sprzedaje auto prywatnie albo oddaje w rozliczeniu z lekką stratą. Następny właściciel odkrywa to samo i robi tak samo. Cykl może się powtórzyć trzy, cztery razy w ciągu roku, jeśli problem jest wystarczająco poważny, a cena spada na tyle nisko, żeby przyciągać kupujących, którzy nie zadają zbyt wielu pytań. Gdy muzyka w końcu cichnie, ktoś zostaje z autem wartym połowę tego, co za nie zapłacił. Nie ma do kogo zadzwonić, nie ma od kogo żądać zwrotu.

RAV4 to idealne auto do tego typu przekrętów, bo jest ich wszędzie pełno. Toyota sprzedaje ponad 400000 rocznie, sam 2023 rok, rynek używek jest nimi zalany. Wpisujesz RAV4 w wyszukiwarkę i dostajesz dziesiątki ofert w promieniu stu mil. Gdy jedna wygląda na okazję, instynkt mówi, żeby dzwonić od razu, zanim ktoś cię ubiegnie. Dealerzy doskonale o tym wiedzą i na tym grają. Handlarze z małych parkingów też. Gość obracający autami z cofniętymi licznikami na składowisku w El Paso na pewno.
Zapytałem analityka z carVertical, na co zwracać uwagę. Częste zmiany właścicieli, powiedział. Jeśli auto miało pięciu właścicieli w dwa lata, to znaczy, że pięć osób miało powód, żeby się go pozbyć. Może przypadek, może przeprowadzki, ale raczej nie. Dwóch właścicieli w pięć lat to norma, trzech jeszcze ujdzie. Pięciu w dwa lata to znak, żeby nawet nie dzwonić. Sprawdziłem to w danych carVertical. Auta z co najmniej trzema właścicielami w ciągu dwóch lat mają mniej więcej cztery razy większe szanse na ukryte szkody, cofnięty licznik albo problemy z dokumentami. Cztery razy. To nie znaczy, że każde takie auto jest wrakiem. Ale to znaczy, że grasz w grę, w której szanse są mocno przeciwko tobie. Ale szanse są ustawione przeciwko tobie w sposób, którego żadna zniżka nie zrekompensuje.
Cofanie liczników jest bardziej powszechne, niż większość ludzi sądzi. Amerykańska agencja NHTSA szacuje, że rocznie sprzedaje się w Stanach ponad 450000 pojazdów z cofniętymi licznikami. Kosztuje to kupujących ponad miliard dolarów każdego roku. Przekręt działa, bo nowoczesne liczniki są cyfrowe i stosunkowo łatwe do manipulacji. Kabel diagnostyczny, laptop, oprogramowanie ściągnięte z internetu za może 200 dolarów. Piętnaście minut roboty i auto z 150000 mil w Teksasie pojawia się w Luizjanie kilka tygodni później z 80000 na liczniku. Systemy stanowe nie gadają ze sobą. Teksas nie wie, co wie Luizjana, Luizjana nie wie, co wie Arizona. Jeśli nie sprawdzisz VIN-u w kilku bazach naraz, nigdy się nie dowiesz, że coś jest nie tak. Tytuł własności wygląda czysto. Carfax też. A silnik ma 70000 mil więcej zużycia, niż płacisz, rozrząd jest na granicy żywotności i za rok albo dwa zaczniesz wydawać na naprawy więcej, niż auto jest warte.
Mój klient nie kupił tego RAV4 z Phoenix. Znaleźliśmy mu innego, dwa lata nowszego, dwóch właścicieli w pięć lat, przebieg zgadzał się we wszystkich bazach. Kosztował może 2000 więcej. Ale wie, co kupił.
Komentarze (0)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!