„Moje dziecko nie oddycha”. Dyspozytor medyczny z Gryfic o telefonie, którego nigdy nie zapomni
Odbiera telefony z prośbą o ratowanie życia i zdrowia naszych bliskich. Wysyła karetki tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Musi zachować zimną krew, gdy w słuchawce słyszy płacz, krzyk, a nawet obelgi. Artur Wójcik, mieszkaniec Gryfic i dyspozytor medyczny w Zachodniopomorskim Urzędzie Wojewódzkim w Szczecinie, w rozmowie z SUPERPORTALEM24 opowiada o tajnikach swojej pracy i zdradza, co zrobić, by pomoc dotarła do nas jak najszybciej. To właśnie dziś, 13 października, przypada Dzień Ratownictwa Medycznego
Artur Wójcik od ponad 30 lat służy w naszym regionie jako ratownik medyczny. Współpracuje również z lokalnymi samorządami i stowarzyszeniami, zabezpieczając medycznie różnego rodzaju wydarzenia. Dziś swoją wiedzę i wieloletnie doświadczenie wykorzystuje także po drugiej stronie słuchawki – jako dyspozytor medyczny.
- Zdecydowałem się zostać dyspozytorem medycznym, ponieważ szukałem innych możliwości wykorzystania swojego doświadczenia zawodowego. Zależało mi też na dodatkowej pracy, żeby nieco wspomóc domowy budżet – opowiada w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 mieszkaniec Gryfic.
Pracę w dyspozytorni medycznej Artur Wójcik rozpoczął 31 marca 2025 roku. Zanim jednak zaczął samodzielnie odbierać zgłoszenia, musiał przejść odpowiednie szkolenia, zdać egzamin państwowy, poznać system wykorzystywany przez dyspozytorów i odbyć dyżury szkoleniowe.
- Dyspozytor medyczny jest osobą, która pracuje w dyspozytorni medycznej. W chwili obecnej ta instytucja mieści się w urzędzie wojewódzkim i jest zarządzana przez wojewodę. W moim przypadku jest to Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki w Szczecinie. Zadaniem dyspozytora medycznego jest przyjmowanie zgłoszeń kierowanych na numer alarmowy 999 oraz tych przekazywanych przez operatorów numeru 112 – tłumaczy nasz rozmówca.
Zarówno pod numerem 999, jak i 112 możemy wezwać pomoc medyczną. W pierwszym przypadku łączymy się bezpośrednio z dyspozytorem medycznym, natomiast zgłoszenia pod numerem 112 przyjmują operatorzy Centrum Powiadamiania Ratunkowego, którzy w razie potrzeby przekazują je do dyspozytorni medycznej.
- Chciałbym zachęcić wszystkich, żeby w sytuacjach, kiedy potrzebujemy wezwać zespół ratownictwa medycznego, korzystać z numeru 999. Skraca to czas potrzebny na wysłanie karetki, a przy okazji pozwala uniknąć dodatkowych nerwów związanych z koniecznością powtarzania tego, co się stało – radzi dyspozytor.

Do samodzielnej pracy przy telefonie Artur Wójcik przystąpił 15 maja 2025 roku. Jak przyznaje, dyżur ten zapamięta do końca życia. Już pierwszego dnia przyszło mu się zmierzyć z dużą liczbą zgłoszeń i wyjątkowo trudnymi sytuacjami.
- To był wyjątkowy dyżur i zapamiętam go do końca życia. Nawet koledzy z pracy mówili mi później, że chyba nikt nie przeszedł takiego „chrztu”, jakiego ja doświadczyłem – wspomina dyspozytor z Gryfic. – Miałem cztery zgłoszenia dotyczące zatrzymania krążenia, ale niestety jedno z nich było szczególne. Zadzwoniła matka, której 2-letnie dziecko przestało oddychać. Prowadziłem z nią przez telefon resuscytację. Później na miejsce dojechały dwa zespoły ratownictwa medycznego, które kontynuowały te czynności. Były też zgłoszenia dotyczące reanimacji osób starszych, ale również osób, które chciały odebrać sobie życie. Odebrałem wtedy także telefon z województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie na autostradzie A1 doszło do karambolu [system umożliwia przekierowanie zgłoszenia do dyspozytorni w innym województwie – przyp. red.] – opowiada nasz rozmówca.
Od tamtego dyżuru minęło już kilkanaście miesięcy, a Artur Wójcik odebrał w tym czasie setki kolejnych zgłoszeń. Dziś doskonale wie, że za każdym telefonem kryje się inna sytuacja, a zadaniem dyspozytora jest przede wszystkim właściwie ją ocenić i odpowiednio pokierować zgłoszeniem.
- Na 12-godzinnym dyżurze dyspozytor medyczny przyjmujący zgłoszenie odbiera średnio między 80 a 120 telefonów. Każdy z nich musi być odpowiednio obsłużony. Dyspozytor musi prawidłowo przyjąć takie zgłoszenie, a jednocześnie przekazać osobie dzwoniącej odpowiednie instrukcje, co powinna zrobić i w jaki sposób może pomóc poszkodowanemu do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego – kontynuuje mieszkaniec Gryfic.
- Często słyszę w słuchawce: „Ale ja nie jestem lekarzem”. Wtedy wiele razy powtarzam: „Wiem, pan czy pani nie jest lekarzem, ale ja jestem medykiem, a pan po drugiej stronie jest moimi oczami. Ja swoją wiedzą będę pana prowadził i mówił, co należy robić – dodaje Artur Wójcik.
Nasz rozmówca radzi też, by dzwoniąc pod numer alarmowy przede wszystkim słuchać dyspozytora i odpowiadać na pytania. To pozwoli przyspieszyć przyjęcie zgłoszenia, a jednocześnie skuteczniej pomóc osobie poszkodowanej.
- Ludzie dzwonią z różnymi problemami, które w ich odczuciu są pilne i wymagają interwencji. To jednak dyspozytor, na podstawie zebranego wywiadu, swojego doświadczenia i dostępnych algorytmów, ocenia, czy zgłoszenie kwalifikuje się do wysłania zespołu ratownictwa medycznego. Zgłoszenia są bardzo różne – od bólu brzucha czy głowy, przez osoby leżące w miejscach publicznych, urazy, zaburzenia psychiczne, utraty przytomności, aż po wypadki komunikacyjne. Zdarzają się również telefony od osób, które nie oczekują wysłania karetki, ale dzwonią z prośbą o konsultację lub poradę dotyczącą swojego stanu zdrowia – mówi dyspozytor z Gryfic.

Przyjmowanie takich zgłoszeń wymaga odpowiedniego przygotowania, ale też konkretnych predyspozycji. Kto zatem może zostać dyspozytorem medycznym i jakie cechy są w tej pracy najważniejsze?
- Trzeba mieć wykształcenie medyczne. Może to być pielęgniarka lub pielęgniarz systemu albo ratownik medyczny. Należy mieć również co najmniej dwa lata doświadczenia zawodowego. Dyspozytor powinien cechować się chłodną głową, ale też asertywnością i kulturą osobistą. Często zdarza się, że jesteśmy obrażani, ale nawet wtedy musimy odpowiednio zareagować. Trzeba mieć twardą skórę, nie rozpamiętywać wszystkich tych zdarzeń i przede wszystkim nie przenosić ich na życie poza pracą – tłumaczy Artur Wójcik.
Ponad 30 lat pracy w ratownictwie medycznym pozwala Arturowi Wójcikowi spojrzeć również szerzej na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia. Jak mówi, są kwestie, które jego zdaniem wymagają zmian – zarówno jeśli chodzi o przygotowanie samych dyspozytorów, jak i dostęp pacjentów do podstawowej opieki zdrowotnej.
- Uważam, że wymagane dwa lata doświadczenia zawodowego to zdecydowanie za mało, żeby zostać dyspozytorem medycznym. W tej pracy doświadczenie ma ogromne znaczenie. Problemem jest też dostępność lekarzy rodzinnych. Moim zdaniem powinni oni częściej docierać do pacjentów, również w ramach wizyt domowych. To mogłoby odciążyć cały system, bo nie każda sytuacja wymaga interwencji zespołu ratownictwa medycznego – uważa nasz rozmówca.
Artur Wójcik, pytany przez nas o plany na przyszłość odpowiada, że nadal zamierza łączyć pracę ratownika medycznego z dyżurami w dyspozytorni. Jedno pozostaje więc bez zmian – po ponad 30 latach wciąż chce pomagać ludziom, niezależnie od tego, czy robi to na miejscu zdarzenia, czy po drugiej stronie słuchawki.

Komentarze (0)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!