Koniec pewnej epoki w Płotach. Pani Felicja sprzedała ostatnie zapiekanki
Przez 30 lat karmiła mieszkańców Płotów i przyjezdnych. Jej zapiekanki dla wielu były smakiem dzieciństwa i młodości, a niewielka budka przy dworcu PKP stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście. Dziś, 31 października 2026 roku, Felicja Pawlak po raz ostatni stanęła za ladą swojego lokalu. Na pożegnanie przyszło tylu klientów, że zamiast zakończyć pracę o planowanej godzinie 14.00, została nieco dłużej. Chciała, żeby każdy zdążył zjeść swoją ostatnią zapiekankę „U Feli”.
W sobotę przed charakterystyczną budką w Płotach ponownie ustawiła się kolejka. Tym razem jednak nie chodziło wyłącznie o jedzenie. Mieszkańcy przychodzili, żeby podziękować pani Felicji, porozmawiać z nią i jeszcze raz spróbować zapiekanek, które przez lata towarzyszyły im w codziennym życiu.
Niektórzy przyjechali specjalnie z innych miejscowości. Wśród nich był pan Rafał z Gryfic, który w rozmowie z naszym reporterem przyznaje, że zapiekanki pani Felicji pamięta jeszcze z czasów szkolnych.
- Przyjechałem specjalnie z Gryfic, żeby po raz ostatni zjeść tę zapiekankę. Przychodziłem tutaj już jako nastolatek, jeszcze w czasach liceum. Można powiedzieć, że jem je od samego początku. Dzisiaj jestem już dorosły, ale chciałem jeszcze raz wrócić do tego smaku sprzed lat. Pani Felicja zawsze była bardzo sympatyczną osobą, dlatego jestem tutaj z dużym sentymentem – mówi pan Rafał.
Podobne wspomnienia ma pani Adela, mieszkanka Płotów. Jak podkreśla, niewielki lokal był czymś więcej niż punktem gastronomicznym.
- Te zapiekanki kojarzą mi się z pierwszymi latami szkoły. To było bardzo ważne miejsce dla Płotów, bo tutaj ludzie się spotykali, rozmawiali, spędzali razem czas. Z tym miejscem wiąże się mnóstwo wspomnień. Życzę pani Felicji przede wszystkim spokojnej emerytury, odpoczynku i tego, żeby zawsze z uśmiechem wracała myślami do tych wszystkich pięknych lat – mówi pani Adela.
Historia tego miejsca rozpoczęła się w 1 marca 1996 roku. Jak wspomina Felicja Pawlak, to jej mąż Zbigniew namówił ją do rozpoczęcia działalności. Kupił przyczepę gastronomiczną i tak zaczęła się rodzinna historia, która trwała przez trzy dekady. Z czasem niewielki punkt został rozbudowany, a zapiekanki zyskały stałych klientów. Początki nie były jednak łatwe.
- Na początku był stres, bo człowiek nie był jeszcze z tym wszystkim obyty. Wszystkiego trzeba było się nauczyć. Zapiekanki robiłam powoli, a później, z biegiem lat, ręka już była tak wyrobiona, że wszystko szło błyskawicznie – wspomina w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 pani Felicja.
Przez te wszystkie lata zdążyła mocno zżyć się zarówno z miejscem, jak i z ludźmi, którzy ją odwiedzali. Dlatego decyzję o zakończeniu działalności odkładała już od pewnego czasu.
- Myślałam o zamknięciu już wcześniej. Mówiłam, że zamykam, zamykam, a później jeszcze wracałam. Ale teraz już rzeczywiście kończę. Trzeba trochę zadbać o swoje zdrowie, odpocząć i wreszcie pomieszkać trochę w domu – mówi z uśmiechem właścicielka punktu.
Choć sobota była ostatnim dniem jej pracy, pani Felicja nie ukrywała radości z tak licznego pożegnania. Początkowo planowała obsługiwać klientów do godziny 14:00, ale zainteresowanie było tak duże, że została za ladą nieco dłużej.
- Nie jest mi smutno. Jest mi bardzo miło, że jeszcze tylu chętnych znalazło się na moje zapiekanki, że ludzie stoją w kolejce. Bardzo się z tego cieszę. Dziękuję wszystkim moim klientom, że byli ze mną przez te lata, że przychodzili. Wszystko musi się kiedyś skończyć, ale na pewno będę ten czas bardzo dobrze wspominać – podkreśla.
Dla rodziny państwa Pawlaków budka również była ważnym miejscem. Syn pani Felicji i pana Zbigniewa, Jacek Pawlak, pamięta jeszcze jej początki. Kiedy rodzice otwierali działalność, on rozpoczynał naukę w szkole średniej.
- Wracałem na weekendy z internatu i pomagałem rodzicom. Mama zawsze mówiła, że to jest jej pałac. Pamiętam różne chwile, bo były lepsze i gorsze dni. Zimą narzekała na zimno i trudne warunki, latem było przyjemniej, można było posiedzieć na zewnątrz. Bywało też tak, że przez pogodę prawie nikt nie przychodził – opowiada naszemu reporterowi Jacek Pawlak.
Jak dodaje, to właśnie przy budce mamy rodziły się również jego pierwsze przyjaźnie.
- Spotykaliśmy się tutaj z kolegami, z przyjaciółmi. To było miejsce naszego dzieciństwa i młodości. Do dzisiaj ludzie mnie zaczepiają i wspominają, jakie dobre zapiekanki robi moja mama. Teraz naprawdę zasługuje już na odpoczynek. Dla nas to dobrze, bo będzie więcej czasu spędzać w domu, z rodziną. Ale z drugiej strony trochę szkoda mi mieszkańców Płotów, bo myślę, że na takie zapiekanki długo będą musieli poczekać – przyznaje z uśmiechem.
Sobotnie pożegnanie miało również wyjątkową oprawę. Pani Felicja otrzymała od swoich bliskich pamiątkowe zdjęcie, a w chwili symbolicznego zamknięcia budki odpalono świece dymne. Zebrani wspólnie odśpiewali jej „Sto lat”.
Teraz przed panią Felicją zupełnie inny etap życia. Jak zdradza, razem z mężem planują wyjazd do sanatorium. Chcą trochę odpocząć, wyjechać i nacieszyć się czasem, którego przez lata prowadzenia działalności często brakowało.
Sama budka pozostanie jeszcze na swoim miejscu przez kilkanaście dni. Po dopełnieniu niezbędnych formalności zostanie usunięta.
I choć wkrótce zniknie charakterystyczny punkt przy dworcu PKP, wspomnienia pozostaną. Dla jednych będą to szkolne przerwy, dla innych spotkania ze znajomymi, rozmowy przy okienku czy zapiekanka kupiona w drodze do domu. Dla pani Felicji – trzydzieści lat pracy i tysiące ludzi, którzy przewinęli się przez jej niewielki „pałac”.

Komentarze (0)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!